Strona główna > Z dala od klawiatury > Podróże > Wyjazd do Krakowa i Ojcowa

Wyjazd do Krakowa i Ojcowa

Gdy w 2024 roku wybraliśmy się wraz z żoną i ponad rocznym synkiem na weekend do Kielc, zastanawialiśmy się, gdzie pojechać następnym razem. Sam wyjazd się udał, ale jazda z dzieckiem w tamtym czasie nie należała do przyjemnych. Ponad godzinna trasa była dla synka za długa. Chcieliśmy jednak gdzieś się udać i wybraliśmy Kraków, do którego mamy kawałek dalej, ale w razie trudności zaplanowaliśmy długi postój w okolicy Kielc.

Dlaczego Kraków?

Wybór Krakowa na pierwszy, dłuższy wyjazd w 2025 roku nie był przypadkowy. Pierwszym powodem było to, że moja żona ma tam koleżankę, która na roczek Jaśka przysłała kartę z życzeniami, na której był wierszyk o tym, że na kolejnych urodzinach będziemy razem dmuchać świeczki. Chcieliśmy dotrzymać tej „obietnicy”, więc na drugie urodziny synka, postanowiliśmy pojechać do Krakowa i spotkać się z tą koleżanką.

Drugim powodem wyjazdu do Krakowa było to, że w razie, gdybyśmy zdecydowali się na wakacyjną podróż na Podhale, moglibyśmy się tam zatrzymać na jakiś czas. Jasiek podczas dłuższej przerwy w podróży mógłby się wyszaleć, a my mielibyśmy szansę na dojazd na miejsce. Czy się udało? Mimo obaw tak.

Droga do Krakowa

Na wyjazd do Krakowa spakowaliśmy tylko niezbędne rzeczy. Trochę ciuchów dla nas i masę dla Jaśka. Do tego coś do jedzenia na drogę dla nas i dla Jaśka, w tym obiady dla synka w termosach Esbit, które mocno polecam. Pozostałe rzeczy postanowiliśmy kupić na miejscu.

Spakowaliśmy samochód prze porą pierwszej drzemki Jaśka i ruszyliśmy w drogę. Zanim jednak synek zasnął, zatankowaliśmy do pełna auto, aby tym razem nie obudził się w drodze, gdybyśmy musieli zatrzymać się na stacji paliw.

Jasiek zasnął po jakiś 30 minutach jazdy, więc mieliśmy sporą szansę na dojazd do Krakowa. Właściwie tak się stało. Synek obudził się przed Krakowem, więc postanowiliśmy się zatrzymać na ostatnim MOPie i tam zrobić krótki postój na rozruszanie się i zjedzenie obiadu. Gdybyśmy w Krakowie trafili na korek, to jazda byłaby bardzo utrudniona.

Nakarmiliśmy Jaśka i sami zjedliśmy po kanapce. Do tego pijąc kawę, pobawiliśmy się z synkiem na placu zabaw. Gdy uznaliśmy, że wystarczająco się rozruszał, ruszyliśmy do Krakowa, do miejsca, w którym umówiliśmy się z koleżanką mojej żony.

Ogród zoologiczny

Miejscem w Krakowie, które postanowiliśmy odwiedzić i w którym mieliśmy spotkać się ze znajomymi, był Ogród Zoologiczny. Ze względu na to, że przyjechaliśmy tam w tygodniu, to możliwy był dojazd na górny parking, który znajduje się tuż przy wejściu na teren obiektu. Do tego było na nim wiele wolnych miejsc.

Niestety, dojeżdżając na miejsce, zaczął kropić deszcz. Nie był intensywny, więc postanowiliśmy pospacerować z koleżanką żony, jej mężem i synkiem. Jednak po mniej więcej pół godziny zaczęło tak lać, że postanowiliśmy uciekać z ogrodu i jechać do znajomych. Przeszliśmy tylko niewielką część krakowskiego Ogrodu Zoologicznego, ale nie chcieliśmy czekać, aż ulewa przejdzie. Wróciliśmy do samochodu i wraz z potokiem, który płynął przez drogę, ruszyliśmy w kierunku miejsca, gdzie mieszka koleżanka mojej żony.

Zanim dojechaliśmy na miejsce, zatrzymaliśmy się w centrum handlowym, aby zrobić zakupy spożywcze dla siebie i kupić jakieś ciasto urodzinowe, które mogłoby posłużyć jako torcik.

U znajomych miło spędziliśmy czas. Jaśkowi zaśpiewaliśmy sto lat i zdmuchnęliśmy świeczki zgodnie z „obietnicą”. Nasi synowie jednak w pewnym momencie mieli zgrzyt. Jasiek już był zmęczony, a synek koleżanki wypoczęty po drzemce, więc nie mogli się zgrać. Postanowiliśmy pojechać do miejsca, w którym mieliśmy zarezerwowany pobyt. Jasiek przysnął nam w tek krótkiej drodze.

Nocleg

Miejscem, które wybraliśmy do nocowania podczas tego wyjazdu, były Trzy Małe Drzewka, znajdujące się w miejscowości Wielka Wieś, niedaleko Krakowa. Otrzymaliśmy tam bardzo mały pokój z łazienką, ale z wyjściem do ogrodu i kuchnią na korytarzu. Pokój był zadbany i z udogodnień właściwie zawierał tyko telewizor. Łazienka czysta, choć z zapchanym odpływem w brodziku, więc woda spływała powoli.

Dużym plusem tego miejsca był dostęp do kuchni i ogrodu, w którym znajdował się domek dla dzieci ze zjeżdżalnią i piaskownicą. Dzięki temu z Jaśkiem mogliśmy się pobawić w ogródku, ponieważ w pokoju nie było na to miejsca. Na szczęście pogoda pozwoliła na spędzanie tam czasu.

W ogródku spędziliśmy czas do wieczora. Po czym zjedliśmy kolację i przygotowaliśmy obiad dla Jaśka na następny dzień i poszliśmy spać.

Ojców

Następnego dnia po śniadaniu dosyć szybko się zebraliśmy, ponieważ zaplanowaliśmy spacer po Dolinie Prądnika. Co prawda w 2018 roku byliśmy z żoną w Ojcowie, ale zwiedziliśmy wtedy niewielką część. Tym razem chcieliśmy przejść dłuższy odcinek.

Samochodem z Wielkiej Wsi ruszyli do miejscowości Czajowice, w której po kilkunastu minutach zaparkowaliśmy auto na parkingu tuż przy niebieskim szlaku turystycznym. Parking płatny, ale nie było osoby, która pobierała opłaty.

Idąc szlakiem, który właściwie jest drogą, w stronę doliny, dotarliśmy do rozwidlenia. Na północ prowadził czarny szlak do Groty Łokietka, którą chcieliśmy ominąć. Być może, gdy Jasiek będzie większy, to tam wrócimy. My ruszyliśmy dalej niebieskim szlakiem, który początkowo był bardzo fajny do prowadzenia wózka. Do tego Jasiek sam szedł i oglądał szyszki i kamyki. Jednak sielanka się skończyła i pojawiło się ostrzejsze zejście po skałach. Było to w momencie, gdy Jaśkowi zachciało się spać, więc powoli znosiłem go razem z wózkiem.

Wąwóz Ciasne skałki
Wąwóz Ciasne skałki
Wąwóz Ciasne skałki
Wąwóz Ciasne skałki

Zejście niebieskim szlakiem przez Wąwóz Ciasne Skałki z wózkiem był niezłym wyzwaniem. Ubłocony mogłem już spacerować po prostej drodze. Trzeba było tylko przejść przez Bramę Krakowską.

Brama Krakowska w Ojcowie
Brama Krakowska w Ojcowie
Brama Krakowska w Ojcowie
Brama Krakowska w Ojcowie

Jasiek spał, więc asfaltową drogą ruszyliśmy na północ. Chwilę po opuszczeniu Bramy Krakowskiej zauważyłem w skale grotę, do której się udałem. Była to płytka, ale szeroka jaskinia Krowia, w której znajdowała się ławka. Następnie, omijając wypasające się owce i kozy, doszliśmy do zabudowanej części Ojcowa.

Przy łowisku Pstrąg Ojcowski przeszliśmy przez mostek nad Prądnikiem. Żona ruszyła w stronę zabudowań, a ja poszedłem na punkt widokowy Jonaszówka. Bardzo fajne miejsce, do którego można dostać się szybko po skalnych schodach i z którego jest świetny widok na dolinę. W oddali widać nawet ruiny zamku.

Ojców z wieży widokowej
Ojców z wieży widokowej

Zrobiłem kilka zdjęć i zbiegłem do żony, która prowadziła wózek z jeszcze śpiącym synkiem. Następnie spokojnym krokiem poszliśmy w stronę ruin zamku, zahaczając o staw przy Muzeum Przyrodniczym. Przy muzeum pojawiły się pierwsze wycieczki. Idąc dalej, trafialiśmy na kolejne wycieczki i autobusy, które dojeżdżały na parking, aby wysadzić szkolnych turystów.

Jaśka obudziły dzieci, wysiadające z autobusu, ale i tak się wyspał. Bardzo zainteresowały go autobusy, więc ciągle za nimi się rozglądał.

Ruiny zamku w Ojcowie
Ruiny zamku w Ojcowie

Minęliśmy parking i ruszyliśmy do kaplicy Na wodzie. Tutaj byliśmy chwilę i ruszyliśmy z powrotem, mijając jeszcze większą liczbę grup z młodzieżą. Jaśkowi daliśmy jeździk, więc między grupami mógł trochę się poodpychać i porobić przerwy na obserwację dzieci. Niektórzy nawet go zaczepiali, zagadując do niego.

Kaplica Na wodzie w Ojcowie
Kaplica Na wodzie w Ojcowie

Ze względu na to, że zbliżała się pora obiadowa postanowiliśmy poszukać jakiegoś miejsca, w którym moglibyśmy coś zjeść. Pierwsze sensowne miejsce było oblegane przez wycieczki. Inne miejsca były nieczynne, ponieważ działają tylko w weekendy. Udało się nam jednak znaleźć spokojne miejsce w restauracji Pod Bocianem. Zjedliśmy tu bardzo smaczny obiad. Jasiek poza obiadem zrobionym przeze mnie dostał fryteczki, z czego był bardzo zadowolony.

Najedzeni przebraliśmy Jaśka w restauracyjnej łazience, która przystosowana jest dla rodziców z dziećmi i ruszyliśmy w stronę Bramy Krakowskiej. Tym razem żwirowym szliśmy szlakiem, a Jasiek częściowo jechał na jeździku, a częściowo szedł lub był na naszych rękach.

Przystanek Martwe drewno w Ojcowie
Przystanek Martwe drewno w Ojcowie

Wracając do Bramy Krakowskiej, chcieliśmy synkowi pokazać owce i kozy, które wcześniej widzieliśmy, gdy on spał. Niestety nie było już zwierzątek. Za to minęliśmy wiatę, na której znajduje się tabliczka Przystanek Martwe Drzewo. Pochodziliśmy po jakiś ruinach. Weszliśmy nawet do jaskini Krowiej.

Jaskinia Krowia
Jaskinia Krowia

Ze względu na to, że znaliśmy już trudności, jakie były podczas schodzenia z wózkiem przez Wąwóz Ciasne Skałki, postanowiliśmy wrócić do Jonaszówki, przy której znajduje się czarny szlak, prowadzący do niebieskiego, którym wcześniej szliśmy i zobaczyć, czy przejście nim będzie łatwiejsze.

Niestety czarny szlak również okazał się problematyczny. W tym przypadku Jaśkowi również zachciało się spać, więc sporo siły kosztowało mnie wprowadzenie wózka na górę. Na szczęście mamy wózek turystyczny, który nie rozpadł się po drodze. W każdym razie nie polecam obu szlaków osobom, które z wózkami chciałyby się tam wybrać, a nie lubią się męczyć.

Gdy dotarliśmy na parking Jasiek jeszcze spał. Postanowiliśmy poczekać, aż się obudzi, a w międzyczasie przysiedliśmy sobie na ławce i popiliśmy kawę z termosu. Spotkaliśmy również operatora parkingu, który pobrał od nas opłatę i po kilku minutach odjechał. Gdybyśmy przyszli 10 minut później, pewnie byśmy nic nie zapłacili.

Jasiek obudził się po kilkunastu minutach. Przełożyliśmy go do fotelika w samochodzie i ruszyliśmy do Wielkiej Wsi.

Resztę dnia spędziliśmy w ogródku, bawiąc się z nim w piaskownicy, huśtając go, czy pilnując, gdy chodzi po domku i zjeżdża ze zjeżdżalni. Fajnie było spędzić tak razem czas.

Powrót do domu

Następnego dnia po śniadaniu moja żona w ogródku bawiła się z Jaśkiem, a ja szykowałem nas do wyjazdu. Zrobiłem prowiant dla nas. Spakowałem torby do samochodu. Chwilę się razem pobawiliśmy i gdy zbliżała się pora pierwszej drzemki, ruszyliśmy do domu.

Jasiek musiał być bardzo zmęczony, ponieważ obudził się dopiero kilka kilometrów przed naszym domem. Cała droga szybko i bezproblemowo nam minęła, co pokazało, że moglibyśmy spróbować wybrać się dalej, najlepiej do Zakopanego, zatrzymując się tylko na kilka godzin w okolicy Krakowa. W domu, czekała na Jasia babcia z tortem urodzinowym. Kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt razy zapalaliśmy świeczki na tym torcie, ponieważ tak spodobało się Jaśkowi śpiewanie „Sto lat” i zdmuchiwanie świeczek.

Był to krótki wyjazd, ale bogaty w atrakcje, jak ulewa z Ogrodzie Zoologicznym w Krakowie, czy męczące schodzenie do Doliny Prądnika i powrót. Spędziliśmy jednak miło czas wspólnie i z naszymi znajomymi z Krakowa. Udało się nam trochę odpocząć, w szczególności podczas spacerów przez Dolinę Prądnika. Jaśkowi też się podobało i pokazało, że możemy spróbować wyjazdów na dłużej i w dalsze zakątki naszego kraju.

Nasze podróże

Zachęcam do przeczytania moich wpisów, które dotyczą podróży z moją żoną, w tym wędrówek po szczytach, wchodzących w skład Korony Gór Polski. Opisy naszych podróży dostępne są pod adresem www.likoton.pl/category/podroze.

Oceń wpis
[Maks.: 1 Średnia: 5]

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.