Strona główna > Z dala od klawiatury > Podróże > Wrześniowy wyjazd nad Mierzeję Wiślaną

Wrześniowy wyjazd nad Mierzeję Wiślaną

Jestem osobą, która woli spędzać czas wędrując po górach, niż leżeć na plaży. Moja żona ma podobnie. Dlatego tylko kilka razy w życiu byłem nad morzem, w tym jeden bez mojej żony. Ostatni raz miał miejsce w 2019 r. Wybraliśmy się wtedy z żoną do Sopotu. Po kilku latach przerwy postanowiliśmy ponownie się udać nad morze. Tym razem wybraliśmy się w powiększonym składzie i również we wrześniu, ale nad Mierzeję Wiślaną.

Wyjazd nad Mierzeję Wiślaną

Wyjazd z ponad dwuletnim dzieckiem nad morze pod koniec września, to była decyzja, nad którą dosyć długo się zastanawialiśmy. Spowodowana przede wszystkim tym, co moglibyśmy tam zrobić w niepogodę. Stwierdziliśmy, że jednak spróbujemy i najwyżej wymyślimy coś na miejscu.

Miejscem, które wybraliśmy do nocowania były Kąty Rybackie. Znaleźliśmy tam apartament w dobrej cenie, blisko Zalewu Wiślanego, ale daleko do plaży nad Zatoką Gdańską. Z resztą tam ciężko znaleźć coś przy samej plaży.

Nad morze ruszyliśmy w piątek przed drzemką Jasia. W drodze zastanawialiśmy się, czy zajeżdżać do Elbląga na spacer, czy zrobić to dopiero w drodze powrotnej. Wybór był też zależny od tego, kiedy Jaś w stanie.

Droga nad morze przebiegła dosyć szybko. Jedynie w początkowej części budowanej S7, pomiędzy Warszawą a Płońskiem było tak sobie, ale później jechało się żwawo i zatrzymaliśmy się dopiero w Pasłęku na obiad. Jaś już wtedy nie spał, a zbliżała się jego pora obiadowa.

Niestety pogoda w tym rejonie zaczęła się psuć. W związku z tym podczas obiadu postanowiliśmy jechać bezpośrednio nad Mierzeję Wiślaną, ponieważ w Elblągu pewnie byśmy nie pospacerowali podczas deszczu. Dalsza droga właśnie przebiegała w deszczu.

Gdy w Nowym Dworze Gdańskim zjechaliśmy z S7 w stronę Stegny, okazało się, że droga wojewódzka 502 jest remontowa. Była przejezdna, ale w kilku miejscach staliśmy długo w korku, bo był wahadłowy ruch. Jasiowi w tym czasie się już nudziło.

Stegna

Klucze do apartamentu w Kątach Rybackich musieliśmy odebrać w biurze zarządcy. W firmie Nadmorskie Centrum Nieruchomości Komercyjnych (NCNK), które się mieści w miejscowości Stegna. Dlatego nie mogliśmy od razu krótszą drogą pojechać do Kątów Rybackich.

W Stegnie znaleźliśmy miejsce parkingowe przy jednym z dyskontów. Tu zauważyliśmy, że właściwie nic się już nie dzieje. Bary, tawerny, kawiarnie, czy restauracje zamknięte. Część sklepów i budek jeszcze funkcjonowała. Nawet bankomaty tego dnia były zabierane.

Akurat nie padało, więc z parkingu przeszliśmy się razem, to znaczy ja, moja żona i Jaś do pobliskiego placu zabaw. Moja żona z synkiem poszli na plac zabaw, a ja dalej, aby odebrać klucze do lokalu. Szybko poszło i wróciłem do rodzinki.

Na placu zabaw byliśmy jeszcze chwilkę. Zaraz znowu zaczęło padać, więc wziąłem Jasia na ręce i szybko pobiegliśmy do najbliższego sklepu z bibelotami, aby schować się przed deszczem. Przy okazji popatrzyliśmy, czy coś by się nam nie przydało. Nic ciekawego nie znaleźliśmy.

Gdy przestało padać, wróciliśmy na chwilę do samochodu po torbę na zakupy i weszliśmy do dyskontu, aby kupić podstawowe produkty spożywcze. W sklepie na szczęście było wszystko, czego potrzebowaliśmy na ten wyjazd.

Pierwsze popołudnie w Kątach Rybackich

Ze Stegny pojechaliśmy bezpośrednio do Kątów Rybackich, gdzie mieliśmy wykupiony nocleg w Apartamentach Mierzeja przy ulicy Portowej 2. Pokój mieliśmy na pierwszym piętrze z widokiem na Zalew Wiślany. Gdyby pokój był wyżej, to pewnie widok by był ciekawszy, a tak to mało co było widać.

Sam pokój rozmiarem był nawet ok. Do dyspozycji mieliśmy łóżko i kanapę. Do tego kuchnia z podstawowym wyposażeniem i balkon. W pokoju było czysto i cicho. Miło tu spędziliśmy czas, więc następnym razem pewnie moglibyśmy tu wrócić.

Gdy wprowadziliśmy się do pokoju, pogoda się już uspokoiła. Mieliśmy jeszcze kilka godzin do zachodu słońca, więc postanowiliśmy wybrać się na spacer.

Ze względu na to, że moja żona jeszcze się szykowała, a Jasia już roznosiła energia, wyszedłem z nim na spacer po okolicy. Przeszliśmy się do portu i zaraz wyszła moja żona. Ruszyliśmy w stronę plaży.

Po dłuższym czasie dotarliśmy na plażę. Było tu niewiele osób, więc spokojnie mogliśmy sobie pospacerować, nawet po wodzie, ponieważ było w miarę ciepło.

Jaś był zachwycony, gdy zobaczył tyle piasku. Dużo czasu spędziliśmy na zabawie w piasku, czy uciekaniem przed falami. Bawiliśmy się również latawcem, co obiecałem synkowi. Było cudownie.

Sporo czasu spędziliśmy nad morzem. Jaś już był zmęczony zabawą, ale i wrażeniami. Do tego powoli przychodziła pora jego kolacji i spania. Postanowiliśmy wracam do pokoju. Jaś po drodze zasnął, co wróżyło albo późne pójście spać, albo wczesne wstawanie. Jednak nie spełniło się ani jedno, ani drugie. Jaś był tak padnięty, że przespał ładnie noc.

Przekop Mierzei Wiślanej

Następnego dnia od razu po śniadaniu wybraliśmy się nad przekop Mierzei Wiślanej. Jest tam parking, na którym zaparkowaliśmy auto. Już tutaj wiatr był czasem nie do zniesienia, ale wzięliśmy wózek i poszliśmy na spacer.

Najpierw weszliśmy na wzniesienie, na którym jest taras widokowy, a później na plażę przy falochronie wschodnim portu osłonowego, północna część mierzei. W między czasie obserwowaliśmy, jak przez przekop przepływa statek. Trwało to bardzo długo.

Na plaży przy północnym falochronie od strony Krynicy Morskiej, przez którą ciężko było przejść z wózkiem, spędziliśmy sporo czasu. Jaś oczywiście się wyszalał i był zmęczony, więc zaczęliśmy wracać z plaży, aby się przespał w wózku. Poszliśmy do lasu, myśląc, że tam spokojnie pospacerujemy, ale niestety w lesie również było masę piachu, po którym ciężko się prowadziło wózek. Zeszliśmy na przekop, gdzie po chodniku powoli mogliśmy iść na drugą stronę mierzei.

Gdy doszliśmy do końca południowego falochronu, Jaś się przebudził. W planie mieliśmy pojechać stąd do Krynicy Morskiej, w której ostatni raz byliśmy dwadzieścia lat wcześniej, ale korek który zobaczyliśmy z przekopu odciągnął nas od tego pomysłu.

Z parkingu, z którego ciężko było wyjechać przez natłok turystów, wróciliśmy do Kątów Rybackich, patrząc, jak długi jest korek do Krynicy Morskiej. Nie zatrzymaliśmy się na parkingu przy apartamencie, w którym nocowaliśmy, tylko pojechaliśmy pod samą plażę. Darmowe miejsca parkingowe były już zajęte, więc wjechaliśmy na płatny parking i tu zostawiliśmy auto.

Plaża w Kątach Rybackich

Jednak zanim poszliśmy na plażę, weszliśmy do jedynego miejsca, gdzie mogliśmy zjeść obiad. Była to smażalnia ryb Wielorybek. Nie zamówiliśmy tu ryby, w sumie szkoda, a placki po cygańsku, które były bardzo duże i smaczne. Jaś oczywiście też zjadł swój obiad, który wcześniej mu przygotowaliśmy i włożyliśmy do termosu. Do tego zamówiliśmy mu fryteczki.

Gdy zjedliśmy obiad poszliśmy na plażę, gdzie rozłożyliśmy ręcznik plażowy, oczywiście parawan i zaczęliśmy zabawę w piasku i nie tylko. To był chyba ostatni tak ciepły dzień w roku, więc dużą część czasu spędziliśmy z Jasiem w wodzie. Skakaliśmy przez fale. Bawiliśmy się piłką.

Było jeszcze cudowniej, niż poprzedniego dnia. Nigdy się nie spodziewałem, że na koniec września będę się kąpał w morzu i tak spodoba mi się nad morzem. Zbliżał się jednak wieczór, więc musieliśmy tę sielankę kończyć i wracać do pokoju. Następnego dnia musieliśmy wracać do domu.

Spędziliśmy niesamowity czas nad Mierzeją Wiślaną. Było tak super, że postanowiłem częściej tu przyjeżdżać. W szczególności widząc jak fajnie nam było razem i jak Jaś był szczęśliwy.

Elbląg

Drogę do domu rozpoczęliśmy najwcześniej jak się dało. Zaplanowaliśmy powrót tak, aby Jaś mógł się przespać, ale dopiero po spacerze po Elblągu.

W Elblągu już raz z żoną byliśmy. Gdy jechaliśmy autobusem do Sopotu sześć lat wcześniej, zatrzymaliśmy się na dworcu autobusowym. Mieliśmy tu krótką przerwę. Stare miasto zobaczyliśmy wtedy tylko z okna w autobusie, ale od tamtej pory mieliśmy w planie się tu wybrać.

Do Elbląga dojechaliśmy szybko. Było już po remontach drogi numer 502, a w samym Elblągu o tej porze jeszcze nie było ruchu. Samochód zaparkowaliśmy na ulicy Mostowej, skąd rozpoczęliśmy spacer.

Najpierw przeszliśmy się przez Plac Katedralny. Następnie przez most Wysoki przeszliśmy nad Wybrzeże Gdańskie. Tu idąc wzdłuż kanału, mijając drewniane rzeźby, przeszliśmy do mostu Niskiego. Wróciliśmy nad bulwar Zygmunta Augusta, skąd ulicą Studzienną doszliśmy do Starego Rynku.

Na Starym Rynku znaleźliśmy cukiernię Fit Cake, gdzie kupiliśmy coś słodkiego do domu i na wynos pyszne lody dla całej naszej trójki. Wybór tego miejsca nie był spowodowany życiem fit, czy keto, ale dietą Jasia. Tu mógł zjeść to, co może.

Elbląg tak, jak myślałem, ma piękne Stare Miasto, z niesamowitymi kamienicami. Do tego nie jest zatłoczony, więc fajnie można spędzić tu czas. Tak też i nam udało się go spędzić. Cieszę się, że tu zajechaliśmy, nawet na chwilę. Musieliśmy jednak wracać, ponieważ Jaś już potrzebował iść na drzemkę.

Powrót

Do domu wróciliśmy zmęczeni, ale mega zadowoleni z wyjazdu. Było świetnie i myślę, że częściej będziemy musieli wybierać się nad morze. Jasiowi gorsza pogoda nie powinna przeszkadzać. Wystarczy, gdy zobaczy morze piasku.

Nasze podróże

Zachęcam do przeczytania moich wpisów, które dotyczą podróży z moją żoną, w tym wędrówek po szczytach, wchodzących w skład Korony Gór Polski. Opisy naszych podróży dostępne są pod adresem likoton.pl/category/podroze.

Oceń wpis
[Maks.: 0 Średnia: 0]

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.